07.06.2012

taki tam

Zaraz kolejny weekend, kolejne przeżycia - urodziny koleżanki Hostki, czyli znowu potulne uśmiechanie się, witanie z każdym i pozowanie na nieśmiałą i nieznającą języka, kiedy tak naprawdę myślę ' boże, co ja tu robię, gdzie mam usiąść i gdzie się podziać wśród ludzi którzy się znają i wśród których to tylko ja jestem obca, BOŻE KTÓRA GODZINA O KTÓREJ KONIEC '. No ale zobaczymy, zawsze na wszystko narzekam, a potem jest lepiej. W sumie, to biorę to jako obowiązek, pójść tam, gdyż poznam tam inną au-pairkę ze Słowacji, która dziś przyjeżdża. Sama nie wiem, w jakim języku będzie mi dane się z nią dogadać i czy w ogóle będzie mi dane się z nią dogadać, nie biorąc już pod uwagę różnice kulturowe, a charaktery. Ale muszę - sama na miasto wiecznie chodzić nie będę.
Jutro piątek, niby dzień wolny, ale zastanawiam się, czy przypadkiem przez gratisowy wolny wtorek, piątek nie będzie dniem pracującym. Nie wiem, nigdy nie pytam i potem dopiero logicznie myślę. Cały czas tak jest. Np. dziś. Musiałam wpuścić dwóch panów - od basenu i od przesyłki. Dla jednego Hostka przygotowała mi pieniądze. Temu od basenu. No i przyjeżdża jeden. Zostawia jakieś rzeczy. Podchodzi i tak czeka, ale pyta po prostu czy opiekuję się małymi i czy są miłe. Na co one mu machają i odjeżdża dając mi jakiś wydruk. Odjeżdża, a ja zadowolona czytam ' coś tam coś tam piscine ' NO NIE. No tak, bo problem było spytać go; "proszę pana, jak rozumiem, pan przyjechał w sprawie basenu ? a to ja mam pieniądze dla pana, tak? " no po co, lepiej się wydurnić. Więc po powrocie Hostki od razu sama podsumowałam sytuację mówiąc; Que je suis bete !  Na co ona, że no będziemy musieli jechać zapłacić to do La Rochelle ( 1,5 h jazdy ? ), ale nic się nie stało ! Naprawdę, dzięki bogu, że trafiłam na tak sympatycznych ludzi...
No i to tyle, taki bez większych wrażeń wpis, trochę bez ładu i składu, bo małe mnie pomęczyły dziś, gdyż pobiły swój rekord i obudziły się ok 6;40. Jednak absurdalnie, był to jeden z luźniejszych i sympatyczniejszych dni z nimi ( ,mimo że najdłuższy ) .
A tymczasem zbieram się do spania i mogę obstawiać, czy jutro obudzi mnie elektroniczna niania czy mój własny organizm, który powie mi, że już mu starczy snu ( haha, kiedy to się zdarza...)

2 komentarze:

  1. hahah! nO NIEŹLE! Ja juz się boje, jakie to gafy puszczę i się cykam tego, albo o czym rozmawiac I dnia z dzieciakami, bo pewnie bd lekka niezreczna cisza i tego też sie boje :o I MAM nadzieje, ze nie będą się na mnie zbytnio złościć jak zrobie coś nie tak ;x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie to ja też nie wiedziałam zbyt o czym gadać... to były najpierw pytania w stylu" dziś jedziecie do babci, tak? " " kiedy wracacie?" " gdzie jest twoja siostra?" .... teraz jest w sumie niewiele więcej, ale przychodzą już do mnie do pokoju, np. dziś jak oglądałam mecz polska-grecja to przyszły oglądać, dopytywały, kibicowały ze mną... nawet nie gadając dużo da radę złapać dobry kontakt z dzieciakami :)
      a i myślę, że jak normalni ludzie, to się nie będą złościć, na początku każdemu może się zdarzyć jakaś wpadka ( lub wpadki ) . Ania - nie ma co myśleć i martwić się na zapas : D

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...