01.07.2012

wyjechali na wakacje wszyscy moi podopieczni


Polska muzyka w całym pokoju. ( Peggy Brown i przypomina mi się jak przeżywałam cały koncert starego Myslovitz, jak darłam się przy każdej piosence i śpiewając czułam, jak wydobywa się ze mnie nie tylko głos, ale i mega dużo uczuć )
Ostatecznie zdecydowałam się na wyjazd do Bordeaux, gdyż po rozmowie z Hostami, sami stwierdzili, że w sezonie nie będą mieli kiedy mnie tam zawieźć, więc mam korzystać. A co za tym idzie, oni dziś pojechali na te urodziny, więc do jutra będę sama. W swoim mieszkaniu zawsze się bałam najmniejszych szmerów i pójść do łazienki bez zapalonego światła. Myślałam więc, że tu będzie jeszcze gorzej, ale wcale nie, boję się tak jak zawsze albo i mniej. Dziwne to, ale traktuje ten dom teraz jak mój dom. Nie "dom" w znaczeniu rodzina, nie aż tak, ale jako naprawdę bardzo przytulne miejsce, gdzie czuję się swobodnie.
Ogólnie wszystko idzie jak najbardziej w porządku, pomijając wczesne pobudki - dziś Christine przyniosła mi Adele do łóżka o 5;50, gdyż mała się przebudziła, a ona musiała się szykować do pracy. Ostatecznie jednak Adele nie chciała u mnie zasnąć i wraz z Christine siedziałyśmy w moim łóżku z nią do 6;30, aż zaczęłam się śmiać z tego wszystkiego - mimo, że jeszcze nawet dobrze nie widziałam na oczy. Potem jednak około 10;30 razem z Adele i Louisą ucięłyśmy sobie nieplanowaną drzemkę, co każdej zrobiło bardzo dobrze, choć nie powiem - teraz jestem mega padnięta. Ale myślę, że wpływ na to miała również późniejsza wycieczka na plażę z Kristiną - aupairką i jej chłopcem 2,5 letnim Maximem. Lenienie się, gadanie o głupotach, dzielenie wrażeniami z pierwszych dni i ogólnie z całego pomysłu, znoszenie dwóch fotografów....Sympatycznie. A potem wolny dom i dojrzała Marika poczuła wolność i nagrała się w Wii za wszelkie czasy. Co też niesamowicie zmęczyło, bo cały czas było to Just Dance. Jutro mam w planach wstać po siódmej, ogarnąć pranie, siebie i w okolicach 9-10 przyjeżdża po mnie Kristina z jej Hostką i do Bordeaux. Coś czuję, że znowu nie uda mi się zaoszczędzić pieniędzy... Zna ktoś jakiś skuteczny sposób na to? I to jeszcze w okresie przecen?
Cieszę się, bo przestawiłam się na jakiś wydajniejszy tryb życia. Po całym południu bawienia się z dzieciakami, zaczęłam znajdować siłę i chęci na rower, wyjścia, z własnej woli nawet byłam z Christine odebrać starsze ze szkoły. Ale ten rower - wow. Kto by pomyślał, że mnie, zwolnioną tyle lat z wfu, najdzie chęć na uprawianie sportu i to dla PRZYJEMNOŚCI ?

PS. Mam małego guza i rozcięcie na czole - brawa dla mnie, już całe posiniaczone nogi mi nie wystarczają. A jak to zrobiłam? Zdążyłam wejść do sklepu, obejrzeć pierwszą torbę i uderzyłam się o kant półki tak, że aż mnie odrzuciło do tyłu... Nie ma dnia bez zrobienia sobie wstydu !


Dziś sprawiedliwie, oba potworki : ) Adele i Louisa. Haha uwielbiam jak zakładają te grube czapki i chodzą tak zadowolone. W ogóle stanowią ogromną część mojej obecnej rzeczywistości, to z nimi dotychczas spędzałam najwięcej czasu i w sumie, w pewien sposób są mi najbliższe. I nawet kiedy formalnie kończę pracę, to chętnie się z nimi bawię czy tulę. Jeanne i Blanche oczywiście też bardzo lubię, ale one mają już te 10 i 9 lat i to nie to samo, bo częściowo zajmują się same sobą. Ale uwielbiam całą czwórkę i już nie wyobrażam sobie, jak to będzie, jak będę miała wyjechać....

1 komentarz:

  1. Słodkie dzieciaczki! :)
    Ja też zawsze robię sobie krzywdę - siniaków, rozcięć i zadrapań nie mogę nawet zliczyć, a najlepsze jest to, że nie wiem skąd to się bierze ^^

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...